Wyprawy off-road Swulinskiego Home Page
Szukaj w swulinski.com:
 
 
W poszukiwaniu ducha dzikiego zachodu

Dolina Wołowiny

8 sierpnia 2012

Po spędzeniu dwóch nocy na kempingu w Mesa Verde w Kolorado wyruszyliśmy w kierunku Utah. Dokładnie w samo południe skręcając w drogę UT 211, Ewa zauważyła dwie zdenerwowane kobiety biegające wokoło swego samochodu. Zatrzymaliśmy się. Jak się okazało matka z córką zatrzasnęły kluczyki w środku swego Saturna i od dłuższego czasu próbowały się do niego włamać. Słońce było niemal w zenicie, temperatura była bliska 40°C, nie mogliśmy zostawić ich samych sobie. Po blisko godzinie, za pomocą anteny samochodowej, kawałka druta i haka od gumy do bagażu, Mateusz w końcu otworzył drzwi. Co za radość, wszyscy skakaliśmy ze szczęścia. One, że samochód jest otwarty, my z kolei, że wreszcie możemy się schować przed palącym słońcem w przytulnym wnętrzu naszego Wranglera.

  Włamaliśmy się do Saturna
Lunch w cieniu drzew Droga w Dolinie Wołowiny #1
Droga w Dolinie Wołowiny #2 Droga w Dolinie Wołowiny #3

Po półgodzinnej jeździe drogą UT 211 skręciliśmy w kierunku Doliny Wołowiny (Beef Basin). Teren był w większości płaski. Kilku godzinna jazda drogą gruntową stała się trochę monotonna. Udało nam się jednak nie przegapić starych indiańskich ruin. Według naszego planu, przed zachodem pragnęliśmy dotrzeć do rejonu Igieł (Needles) w parku narodowym Canyonlands.

  Kości wołów w Dolinie Wołowiny
Ruiny indiańskiej budowli #1 Ruiny indiańskiej budowli #2
Droga w Dolinie Wołowiny #4 Droga do parku Canyonlands #1

W bliskim sąsiedztwie granicy Igieł napotkaliśmy białego Jeepa strażników parku narodowego. Jechali oni w przeciwnym kierunku. Zaskoczeni byli oni naszą obecnością i od razu zapytali o cel podróży. Gdy wspomnieliśmy, że chcemy wjechać na teren parku i tam nocować na najbliższym polu namiotowym stanowczo się temu sprzeciwili. Argumentowali, że napewno nie będzie tam już wolnych miejsc, że najbliższa przeszkodą, jaką jest Dziura Bobba (Bobby's Hole), jest dla nas nie do przebycia. Mówili, że droga jest tam w tak złym stanie, że napewno uszkodzimy pojazd. Później wspomnieli, że szlakiem jakim chcemy podążać nikt nie przejechał, przez co najmniej dwa tygodnie. Rozmowa ze strażnikami była, co najmniej dziwna. Osobiście oczekiwałbym porady i pomocy, a nie zniechęcania. Doczepili się nawet do opon naszego Jeepa. „Na tych oponach nie jesteś w stanie przejechać” - powiedział jeden z nich. „A co złego jest w tych oponach?” - odpowiedziałem pytaniem, na które nie dostałem jednak odpowiedzi. Były to przecież nowiutkie gumy off-road. Jak widać mój rozmówca wymyślał cokolwiek, aby zniechęcić nas do podróżowania na terenie parku narodowego.

Droga do parku Canyonlands #2 Analiza trasy przejazdu

Gdy strażnicy odjechali, my podjechaliśmy kilka mil do przodu i zatrzymaliśmy się przed odcinkiem drogi określanym jako Dziura Bobba. Był to dość trudny technicznie zjazd w głębokich koleinach utworzonych z luźnych skalnych odłamków i głazów. Aby zapobiec uderzeniom kamieni w podwozie, w wielu miejscach przesuwaliśmy większe głazy. Dokładnie analizowaliśmy trasę przejazdu. Mateusz pilotował, Maciek za kierownicą, a Ewa w tym czasie robiła zdjęcia. Zjazd nie dłuższy niż 150 - 200 metrów zajął nam dokładnie dwie godziny.

W dół drogą Dziura Boba #1 W dół drogą Dziura Boba #2
Droga Dziura Boba #1 Usuwanie z drogi biegaczy pustynnych

Było już prawie ciemno, gdy dotarliśmy do wyznaczonego pola namiotowego. Nie było tam żywej duszy, nie było tam nawet śladów ludzkiej obecności w ostatnim czasie. Byliśmy zupełnie sami, a przecież strażnik przepowiadał, że nie będzie dla nas miejsca. Lokalizacja była wspaniała. Otaczały nas niemal pionowe ściany skalne, było bezwietrznie, nad głową rozgwieżdżone niebo. Panowała absolutna cisza. Żadnych odgłosów zwierząt, nawet owadów. Wymarzone miejsce, gdzie zapomnieć można o całym świecie.