Wyprawy off-road Swulinskiego Home Page
Szukaj w swulinski.com:
 
 
Czerwona wyspa Afryki

Paznajcie Traktora

4-6 stycznia, 2015

W niedzielę po południu, wylądowaliśmy na lotnisku TNR w pobliżu stolicy Madagaskaru. Czekając na podstemplowanie naszych paszportów zaobserwowaliśmy wokół nas dziwne zachowanie ludzi. Niektórzy przyjezdni, głównie Arabowie, trzymali w ręku dużą ilość paszportów. Kiedy podawali je urzędnikowi kontroli granicznej było to zawsze połączone z uściskiem dłoni i przekazaniem pliku banknotów. Nie otrzymywali oni wcale za to pokwitowania. Nawet później, w holu dla pasażerów zauważyliśmy podobne sytuacje, gdzie umundurowani funkcjonariusze otrzymywali pieniądze od pojawiających się i znikających różnych osób.

Nasz wypożyczony Pajero 1989 „Tractor”  

Coen, Holender mieszkający na Madagaskarze czekał na nas na lotnisku. To od niego mieliśmy wynająć pojazd 4x4, oczywiście bez kierowcy. Miałem plan, aby jeszcze tego samego dnia przejechać do odległego o 3-4 godziny Parku Narodowego Andasibe-Mantadia. Nie chciałem jutro tracić całego dnia po to tylko, aby pokonać tak krótki odcinek drogi. Coen był jednak temu przeciwny. Powiedział, że po zmroku Policyjne punkty kontrolne są zastępowane przez pijanych żołnierzy i spotkanie z nimi na drodze nie jest miłym doświadczeniem. Nalegał on i ostatecznie zgodziliśmy się, aby udać się do niego i tam spędzić noc. „To jest bardzo skorumpowany kraj”-powiedział Holender-„żołnierze na drodze zawsze oczekują łapówki”.

Następnego poranka Coen przyszedł do naszego domku. Na ekranie laptopa pokazał nam prognozę pogody na następny tydzień. „Jakie są twoje plany?”, zapytał. Pokrótce wyjaśniłem nasz zamiar dotarcia do Morodava i Parku Narodowego Ttsingy. „Nie tym razem”-odpowiedział Coen. Depresja tropikalna rozwijała się w okolicach Morondavy i spodziwany był tam ulewny deszcz. Droga do Tsingy nie jest przejezdna w tym czasie z powodu wysokiego poziomu wody w rzece. Byłem przygotowany, aby ponownie zmienić plany. To był początek stycznia szczyt pory deszczowej na Madagaskarze i sezonu cyklonów na Oceanie Indyjskim.

  Ewa i Mateusz w naszym Traktorze
Tarasy ryżowe Dziury na drodze RN7

Coen wyjaśnił nam niuanse samochodu, który wynajmowaliśmy. Dostaliśmy od niego mapę i wcześnie rano byliśmy już na drodze RN7 prowadzącej na południe. Planem tego dnia było dotrzeć do Ranomafana, położonego 400 km od stolicy. Początkowo pogoda była ładna, ale nasz postęp na drodze był dość powolny. Szosa jest tutaj źródłem dochodu dla mieszkańców wszystkich wsi i miasteczek, przez które przechodzi. Wszędzie tam jest niezmiernie tłoczno. Każdy przejeżdżający pojazd to potencjalni klienci. Sprzedający chcą być jak najbliżej drogi, co powoduje, że ruch jest bardzo powolny na wąskich uliczkach otoczonych prymitywnymi straganami. Droga jest również jedyną utwardzoną powierzchnią we wsiach i używana jest często do suszenia ryżu lub owoców z obłokami spalin samochodów osobowych i ciężarówek przejeżdżających w sąsiedztwie.

Uliczny sprzedawca mięsa

Naszym samochodem był Mitsubishi Pajero 4WD z silnikiem diesla. Rok produkcji 1989. Pojazd ten miał już 26 lat, ale gdy rozejrzeliśmy się wokół, zdaliśmy sobie sprawę, że nie był on wcale taki stary, w porównaniu do wielu innych samochodów, które mijaliśmy. Silnik wysokoprężny był bardzo głośny, co przyniosło Pajero przydomek „Traktor”. Nasz nowy podopieczny był bardzo zakurzony w środku i poobijany na zewnątrz. Na szczęście przednie fotele były wystarczająco wygodne, aby spędzać wiele godzin w podróży. Traktor krył w sobie wiele niespodzianek, które ujawniał nam po drodze. Na pierwszej stacji benzynowej, podczas nalewania paliwa zauważyliśmy wodospad lejący się pod spodem. Okazało się, że zbiornik paliwa był dziurawy i przeciekał poważnie, gdy wypełniony był powyżej pewnej granicy. Trudno było polegać na wskaźniku poziomu paliwa, ponieważ pokazywał on pełen bak przez cały czas. Prędkościomierz również nie działał. Nieszczelny układ hamulcowy wymagał dolewania płynu, co najmniej raz na dwa dni. Gdy tego zapominałem hamulec po prostu przestał istnieć. Brak było klimatyzacji w Pajero, a ten zwykły wiatrak w kabinie nie dawał niestety znaków życia. W afrykańskim słońcu, łatwo wyobrazić jest nas we wnętrzu całych opływających potem. Przy zamkniętych szybach nie było tam absolutnie żadnego ruchu powietrza. Otwarcie wszystkich okien było oczywiście jedynym rozwiązaniem, aby obniżyć temperaturę wewnątrz kabiny. Nie dawało to jednak spodziewanego efektu, gdy jechaliśmy powoli. Negatywnym aspektem otwartych okien była błyskawiczna opalenizna. Chroniąc się przed nią pozostawialiśmy tylko małe szczeliny w drzwiach u góry, umożliwiające ten niewielki zbawienny przeciąg. Niestety nawet w tej konfiguracji promienie słońca w zenicie, swobodnie wpadały do środka niemal natychmiast paląc do czerwoności skórę na mojej lewej ręce i nodze. Naszą taktyką było, zatem otwieranie i zamykanie okien w zależności od położenia słońca.

Dwaj mali Malgasze Riksze piesze

Podczas deszczu upalne słońce nie stanowiło już problemu, ale szybko parujące szyby stawały się kolejnym wyzwaniem. Jak już wspominałem, wentylator kabiny nie działał, a okna musiały być zamknięte w czasie deszczu. Ta kombinacja natychmiast wywoływała kondensacje wody na wszystkich szybach i sprawiała, że Ewa była nieustannie zajęta ze szmatką w ręku. Wielkie ulewy był dla nas kolejnym wyzwaniem, ponieważ wycieraczki Pajero pracowały tylko z jedną, wolną prędkością. Nauczyłem się patrzeć przez krople wody na szybie. To pozwoliło nam podróżować do przodu, lecz wolno. Jeżeli teraz połączyć wszystkie te problemy razem podczas jazdy Traktorem w nocy i w deszczu: wilgoć wewnątrz kabiny, zaparowane szyby, powolne wycieraczki i dodatkowo bardzo słabe reflektory przednie to można sobie wyobrazić jak trudno jest dla kierowcy stwierdzić nie tylko gdzie są i jak ominąć dziury, ale nawet ocenić gdzie tak naprawdę jest droga, którą jedzie.

Kameleon O'Shaughnessy Phallus (sromotnik) Patyczak
Lemur czerwonobrzuchy #1 Lemur czerwonobrzuchy #2
 

Kameleon brązowy liść #1 Kameleon brązowy liść #2

Dwie godziny po zachodzie słońca, jadąc przez ostatnie cztery godziny w ciągłym ulewnym deszczu, dotarliśmy w końcu do Setam Lodge w pobliżu Parku Narodowego Ranomafana. Był to dla nas długi dzień, prawie 12 godzin w drodze. Padało nadal całą noc, ale gdy obudziliśmy się rano słońce przebijało się ponad mglistymi wzgórzami.

  Nasz przewodnik
Lemurek myszaty (Microcebus) Kameleon Parsona
Chłopiec z butelką  

Na Madagaskarze nie wolno wejść do żadnego z parków narodowych bez przydzielonego tam przewodnika. Wcześnie rano przed hotelem czekał na nas młody człowiek, mieszkaniec pobliskiej wioski. Należał on do społeczności, które jeszcze nie tak dawno temu żyło głęboko w lesie. Gdy ustanawiano park narodowy wszyscy mieszkańcy lasów zmuszeni zostali do przeniesienia się do wsi poza obrębem parku. Teraz starają się oni utrzymać ze sprzedaży produktów, które sami wykonują, a czasem nawet zostają strażnikami w lesie, który jest im bardzo bliski. Od naszego przewodnika usłyszeliśmy wiele opowieści na temat ich życia i zwyczajów. W ciągu 5 godzinnej wędrówki w ciągu dnia i godzinnego spaceru po zachodzie słońca mieliśmy szczęście zobaczyć trzy różne gatunki lemurów, pięć gatunków kameleonów i wiele innych ciekawych węży, owadów i roślin.

Uliczny sprzedawca Noszenie drewna na głowie