Szukaj w swulinski.com:
 
 
Kościół Gustawa Eiffela 18 listopada
Samotnie na pustyni Pod górę do San Francisco Wioska San Francisco

W godzinach porannych, kontynuowaliśmy podróż drogą pustynną, aż dotarliśmy do szosy Nr 1. W tym dniu pragnęliśmy zobaczyć więcej malowideł skalnych. Dobrze znane malowidła z Sierra de San Francisco wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Gdy dotarliśmy tam na miejsce, okazało się, że zagłębienie skalne otoczone jest bardzo wysokim płotem, a brama zamknięta jest na kłódkę. Ci, którzy pragną zobaczyć to miejsce muszą wyboistą drogą jechać dalej do wioski San Francisco. Tak też uczyniliśmy. Jeden z tamtejszych mieszkańców odpowiedzialny jest za sprzedaż biletów do wszystkich prehistorycznych miejsc w okolicy. Kupiliśmy zatem od niego bilety i za dodatkową opłatą przydzielony został nam przewodnik, który otworzy bramę. Obowiązuje tam taka zasada, że miejsca z malowidłami można oglądać tylko w obecności lokalnego przewodnika. Wzięliśmy zatem do samochodu starszego wiekiem vaquero czyli kowboja i pojechaliśmy z powrotem oglądać malowidła.

Domowe biuro Malowidła skalne

Niestety, tym razem nie zrobiły one na nas wrażenia. Obrazy malowane na skale pokryte były kurzem, w wielu miejscach trudno było je rozpoznać. Muszą być to konsekwencje lokalizacji, tuż obok drogi gruntowej. Dodatkowo zmuszeni do chodzenia po drewnianych platformach z barierkami, czuliśmy się jak wycieczka szkolna prowadzona za rączkę. Przewodnik nie był bardzo pomocny, wziął pieniądze, ale nie powiedział ani słowa o tym co oglądaliśmy. Nie byliśmy zupełnie podekscytowani tym miejscem i opuściliśmy je bez żalu.

  Prehistoryczne miejsce
Kanion wycięty przez rzekę

Naszym następnym przystankiem było San Ignacio, małe miasteczko, które okazało się być sukcesem w wysiłkach osadnictwa zapoczątkowanego przez Jezuitów. Miejsce to posiadało wspaniałą lokalizację z niemal nieograniczonymi zasobami wody. Z biegiem lat wokół misji San Ignacio powstała osada o tej samej nazwie. Przed przybyciem misjonarzy w 1728 roku, było to po prostu pustynna oaza znane wśród miejscowych Indian Cochimi jako Kadakaamán czyli „strumień trzcin.”

Misión San Ignacio Kadakaamán Boczne wejście Pozłacany drewniany ołtarz

Dziesiątkowana przez epidemie i choroby Starego Świata, rodzima populacja szybko się zmniejszyła i do roku 1840 całkowicie zniknęła z powierzchni ziemi. W nieco ponad 100 lat, Misión San Ignacio Kadakaamán straciła swój zasadniczy cel istnienia, a misjonarze opuścili to miejsce na zawsze. Obecna świątynia jest budynkiem, którego budowę dokończyli dominikanie, dziś jest kościół parafialny. Świątynia posiada plan krzyża łacińskiego, dach ze sklepieniem i kopułą. Pozłacany drewniany ołtarz przywieziony został z Meksyku pod koniec XVIII wieku.

Główne wejście Boczne drzwi Schody zewnętrzne

Wieczorem dotarliśmy do Santa Rosalia, górniczego miasta nad brzegiem Zatoki Kalifornijskiej. Jest to obrzydliwe miejsce, tylko stara francuska dzielnica warta jest krótkiej wizyty. Zatrzymaliśmy się tam, aby zobaczyć Iglesia de Santa Barbara, budynek kościoła zaprojektowany przez Gustawa Eiffela, tego samego Eiffela, który zaprojektował słynną wieżę w Paryżu i zbudował Statuę Wolności w Nowym Jorku. Francuski architekt wpadł na pomysł składanych kościołów, które mogły być łatwo i szybko wysyłane do zamorskich kolonii. Zaprezentował on swój pierwszy kościół według tego pomysłu na wystawie w Paryżu w 1889. Po zakończeniu wystawy, stalowa konstrukcja została zdemontowana i przeniesiona do Brukseli w Belgii, gdzie nabyła ją spółka górnicza z San Igancio w Meksyku. Kościół w częściach wysłany został drogą morską i zmontowany tutaj w roku 1897. Cały kościół zbudowany jest z tłoczonej blachy stalowej, głównie kwadratów. Po zmontowaniu, dach od wewnątrz przypomina odwróconą do góry dnem łódź. Kościół Eiffla to brzydka konstrukcja stalowa, ale oparta na wyjątkowym i mądrym pomyśle.

Stary francuski hotel Kościół Eiffela Stalowy sufit

Słyszeliśmy o starej piekarni w mieście, w której podobno sprzedawane są bagietki pieczone w oparciu o 120 letnią tradycyjną recepturę. Nie warto tam iść! Prawie wszystko, co jest tam sprzedawane to słodki chleb, który nie ma nic wspólnego z francuską tradycją. Ceny tutaj są 10 razy wyższe niż w innych sklepach. Jest to zdzierstwo. Wszystkie specjały, które tam kupiliśmy okazały się być niesmaczne. Myśleliśmy o wyrzuceniu ich do kosza, ale na szczęście kilka dni później trafił się bezdomny i wychudzony pies, który wszystko zjadł.